Input your search keywords and press Enter.

Ciri jest czarna, a Geralt była kobietą

Udaną internetową prowokację przeprowadził dzisiaj ASZdziennik, pisząc, że w nowym „Wiedźminie” Ciri będzie grana przez czarną aktorkę.

Argumenty z komentarzy, o spójności świata książki i tym, że elfy „są” „przecież śnieżno-białe, dla mnie są super zabawne.

Robiąc dzieło sztuki na podstawie innego dzieła sztuki można je robić po swojemu – szczególnie jeśli chce się mieć międzynarodowy zasięg w 2018 roku.

„Spójność” to żaden wymóg, co pokazało już kilka nagradzanych i lubianych seriali. Zresztą, tutaj wystarczy dodać do świata serialu więcej osób innych ras i kolorów skóry, i problem znika.

Polacy mają niestety taką wizję Wiedźmina, że to wszystko na pewno działo się pod jakimś Grudziądzem albo innym Inowrocławiem.

Ja nie obraziłbym się nawet gdyby Geralt była kobietą.

Kilka lat temu dostałem lekcję: śmiałem się z „Elementary”, serialu o przygodach Sherlocka Holmesa, gdzie Watson był właśnie kobietą (Lucy Liu).

Po sześciu sezonach mogę spokojnie stwierdzić, że to – mimo sporej konkurencji – mój ulubiony Watson.

Więc może dajcie Netflixowi szansę.

Odstępstwa od oryginału są potrzebne. Jeśli chcecie od filmu/serialu tylko „ekranizacji” książki, to równie dobrze możecie zamykać oczy co kilka stron podczas lektury i zekranizować ją sobie sami.

Zła wiadomość jest taka, że żaden reżyser raczej nie sprosta wszystkim wymaganiom, które w tych wizjach macie. Może więc warto pozwolić mu poeksperymentować?

Ps. seriali i filmów, gdzie wszyscy są biali, wyprodukowano przez te 2018 lat wystarczająco dużo.

Odrobina różnorodności, szczególnie w świecie fantastyki tak opartej na zwalczaniu uprzedzeń i zbyt szybkiego oceniania innych ludzi, nikomu nie zaszkodzi.