Input your search keywords and press Enter.

Death Of Superman (2018)

Death of Superman (2018)

8

Score

Animowany "Death Of Superman" (2018) był lepszym filmem o Supermanie niż "Man of Steel", lepszym filmem o "Justice League" niż kinowe "JL" i lepszą opowieścią historii z "Death of Superman" niż "Dawn of Justice". Powyższe porównania podłapałem z wpisu na Twitterze (@NitroCircus10), ale zgadzam się z każdym z nich. Po obejrzeniu tej animacji - zdecydowanie nie dla dzieci - mam wrażenie, że DC Comics powinno się przerzucić właśnie na taką formę pokazywania swoich bohaterów. Wychodzi o wiele ciekawiej niż na kinowym ekranie. Jest nawet, o zgrozo, bardziej realistycznie. W takiej formie nawet wolniejsze fragmenty filmu, takie jak moralizatorskie przemowy lub "życiowe", miałkie problemy Supermana z powiedzeniem swojej ukochanej o tym, kim jest naprawdę, są w animacji łatwiej znośne niż na ekranie. Zdaje się zresztą, że aktorzy użyczający głosu, w takich momentach potrafią czytać tekst bardziej kpiąco, mrugając do widza okiem (Ben Affleck jako Batman jeszcze tej sztuki nie opanował). Wszystko co w "Death of Superman" najlepsze to jednak walki, a w zasadzie trwający pół filmu pojedynek głównego bohatera z tajemniczym, niezniszczalnym potworem z kosmosu (na wszelki wypadek nie zdradzam o kogo chodzi, może nie wszyscy znają tę historię na pamięć). Tytuł co prawda podpowiada jak ta batalia się kończy, ale i tak trudno oderwać się od ekranu. Wachlarz emocji dopełnia na końcu ogromne wzruszenie. Zdecydowanie polecam.

The Good
The Bad

    Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/klient.dhosting.pl/fulu77/niska-kultura.pl/public_html/wp-content/themes/cairo/loop/part/post-review.php on line 56

Animowany „Death Of Superman” (2018) był lepszym filmem o Supermanie niż „Man of Steel”, lepszym filmem o „Justice League” niż kinowe „JL” i lepszą opowieścią historii z „Death of Superman” niż „Dawn of Justice”.

Powyższe porównania podłapałem z wpisu na Twitterze (@NitroCircus10), ale zgadzam się z każdym z nich. Po obejrzeniu tej animacji – zdecydowanie nie dla dzieci – mam wrażenie, że DC Comics powinno się przerzucić właśnie na taką formę pokazywania swoich bohaterów. Wychodzi o wiele ciekawiej niż na kinowym ekranie. Jest nawet, o zgrozo, bardziej realistycznie.

W takiej formie nawet wolniejsze fragmenty filmu, takie jak moralizatorskie przemowy lub „życiowe”, miałkie problemy Supermana z powiedzeniem swojej ukochanej o tym, kim jest naprawdę, są w animacji łatwiej znośne niż na ekranie. Zdaje się zresztą, że aktorzy użyczający głosu, w takich momentach potrafią czytać tekst bardziej kpiąco, mrugając do widza okiem (Ben Affleck jako Batman jeszcze tej sztuki nie opanował).

Wszystko co w „Death of Superman” najlepsze to jednak walki, a w zasadzie trwający pół filmu pojedynek głównego bohatera z tajemniczym, niezniszczalnym potworem z kosmosu (na wszelki wypadek nie zdradzam o kogo chodzi, może nie wszyscy znają tę historię na pamięć). Tytuł co prawda podpowiada jak ta batalia się kończy, ale i tak trudno oderwać się od ekranu. Wachlarz emocji dopełnia na końcu ogromne wzruszenie.

Zdecydowanie polecam.