Input your search keywords and press Enter.

Horrory mojego dzieciństwa

Nie jestem entuzjastą horrorów, ale są takie trzy tytuły z tego gatunku, których nie mogę nadal zapomnieć, mimo że obejrzałem je długie lata temu.

Taki dziś dzień, że wypada obejrzeć coś krwawego albo z kosmitami, albo wampirami, albo gwałcicielami, albo mordercami, dobierającymi ofiary według opowiadań Edgara Allana Poe. W moich trzech poniższych sugestiach jest po trochę z każdego (no, może poza ostatnim) i co chyba jeszcze ważniejsze, każdy z tych filmów jest o sytuacjach, w których bardzo łatwo moglibyśmy się znaleźć. Albo miejscach (ostatni np. z tych filmów na zawsze utrwalił mi jeden jedyny obraz Słowacji).

Więc już bez dalszych zwłok (hi hi hi), do mini-listy:

1. Zły zakręt / Droga bez powrotu („Wrong Turn”, 2003 r.)

Oglądałem ten film w czasach, kiedy mnie i mi podobnych bawiło jeszcze, że ktoś przekręcił jego tytuł na „Zły skręt” (co nadal ma sens). Później co prawda nikt już się nie śmiał, bo było naprawdę strasznie, ze sceną piłowania ludzkiego (chyba martwego) ciała na oczach innych, kryjących się pod stołem osób, mających nadzieję nie skończyć w ten sam sposób. Generalnie o tym, że grupa ludzi skręciła źle w jakimś lesie i stopniowo poznawała nieco nie-ludzkich mieszkańców tego miejsca.

2. Śmiertelna gorączka („Cabin Fever” 2002 r.)

To jest prawdziwy klasyk. Kto – podobnie jak ja – trafił na niego kiedyś oglądając późno w nocy TV4 czy inne RTL7, ten jest moją bratnią duszą, bo też pewnie nie może wyrzucić tych obrazów z mózgu. W zasadzie nie ma tam jakiegoś drastycznego cięcia, strzelania, gryzienia, zabijania, ale jest zaraza. I uwierzcie mi, że to w domku leśnym, pełnym studentów, uwięzionych tam z dala od cywilizacji, naprawdę wystarcza. Męczy psychologicznie (przynajmniej nastolatków).

Scena do zapamiętania: chłopak próbujący pieścić śpiącą partnerkę, gdy okazuje się, że… sorry, musicie przekonać się sami, ale pamiętajcie, że ostrzegałem.
Dodatkowa zaleta: doskonała reklama picia piwa.

3. Hostel („Hostel” 2005r.)

Ostatni film na liście jest jak widać trochę nowszy i pewnie dlatego też trochę drastyczniejszy na końcu (jest trochę Piło-wania). Wcześniej jednak ma wciągającą fabułę, bo nie wiadomo tak naprawdę co dzieje się w Bratysławie, a na pewno dzieje się coś nie-tak. (O czym grupa amerykańskich turystów niestety niedługo się przekona). Nie wiem, czy będziecie tam chcieli jeszcze kiedykolwiek pojechać po takim seansie, ale warto znać ten tytuł. Zresztą, czy są jeszcze tacy ludzie wśród nas, którym jeszcze udało się go przegapić?

Ps. uwaga podsumowująca całość: jak wspominałem, oglądałem te filmy parę lat temu i nie decydowałem się na ponowne seanse przed napisaniem tej notki. Możliwe więc, że teraz nie będą już tak mocno działały, a poza tym mają zazwyczaj ocenę 5/10 w imdb.com, ale to dlatego, że to proste horrory, gdzie od początku do końca wiadomo, że ktoś/wszyscy muszą tutaj umrzeć. Z wielu przyczyn zapamiętałem jednak te, a nie inne i dlatego też Wam je bez obaw polecam.

Miłego Hallołin!