Input your search keywords and press Enter.

Jak kobieta, to tylko dziewica

Męską obsesję dziewictwa „posiadanych” kobiet obnaża Stanisław Przybyszewski. Warto przeczytać.

„Dla szczęścia” to krótki dramat Przybyszewskiego z 1900 roku. Jeden z pierwszych zaliczanych do jego poważniejszych osiągnięć w tej dziedzinie. Rzeczywiście względnie udany, ale też nieco zbyt skromny. Powie Wam jednak coś ciekawego o a)rzeczywistości, w której żyliśmy 100 lat temu b) o tym jak, na szczęście, choć trochę zmienił się nasz świat.

Dziś jesteśmy już raczej przyzwyczajeni, że nie każda kobieta decyduje się zostać dziewicą do ślubu. Dodatkowo, niemal za pewne uznajemy, że w dorosłym życiu nie jesteśmy pierwszymi partnerami naszych drugich połówek. No więc wyobraźcie sobie, nie zawsze tak było. To znaczy, jak to ze wszystkimi standardami moralnymi bywa, nie zawsze było tak w przypadku kobiet.

Główny bohater tekstu Przybyszewskiego, Mlicki, decyduje się zostawić swoją żonę (kobietę, która jak mówi wielokrotnie, oddała dla niego wszystko i przecież też ciało) dla innej. Z tą inną jest jednak kłopot, o którym zakochanemu Mlickiemu uparcie przypominać będzie Zdżarski. Otóż pannę Olgę „posiadali” już inny mężczyźni. Czy Mlicki rzeczywiście mógłby z tym żyć? Zdżarski nie może się nadziwić:

ZDŻARSKI
Jakie to jasne w teoryi! — śmieje się. Jasne jak słońce! Bo cóż ona temu winna, że cię ktoś uprzedził, że oddała serce swe, zanim mogła przeczuwać, iż jakiś Mlicki istnieje? Cóż do djabła ona temu winna, że ten ktoś żądał pochwytnej rękojmi jej miłości — to znaczy he, he, wiesz już czego się żąda od dziewicy. Cóż wreszcie winna, że się oddała? Oddać się musiała — bo przecież miłość silniejsza od rozsądku. Podobno to nawet jest siłą charakteru, odwagą, szlachetną dumą, jeźli kobieta nie czeka, aż otrzyma państwowe zezwolenie na — na ową he, he, rękojmię miłości. No proszę cię, czyż można coś piękniej uzasadnić, można coś głębiej zrozumieć, jak właśnie to? Więc nie zważam na nic: żenię się. Naraz odzywa się samiec. Prosty ordynaryjny samiec, samiec, który jest równie silny w duszy parobka, jak naprzykład w duszy człowieka tak moralnie przerafinowanego, jakim ty jesteś. Rozpoczyna się pierwszy akt szczęścia. Czujesz, że wszystko, co kobieta po raz pierwszy daje, to wszystko, co w duszy kobiety jest tylko przeczuciem, obawą dziwną a tajemniczą, pełną strachu i pragnienia, to wszystko już duszy twej, no, dajmy na to, żony — dawno przekwitło: już dawno zapomniała tego pijanego szału, z jakim się po raz pierwszy oddawała; he, he… (…) Ale może ci przykro, że tę sprawę poruszam?

MLICKI
I tobie się zdaje, że mnie to boli? he, he…

ZDŻARSKI
Nie boli cię to? Toś niezwykły człowiek; nie boli cię nawet to nawet, jeśli pomyślisz, że Olga mogłaby być już matką?

MLICKI (wściekły).
Milcz!

Dramat toczy się dalej i okazuje się, że mimo całej miłości, Mlicki ma jednak kłopot z tą rozwiązłością swojej nowej partnerki. Z tym, że on do niej odchodzi po 2 latach spędzonych w łóżku młodej panny, dla której był całym światem i teraz zostawia ją na lodzie (wyrzekła się dla niego rodziców), już mniej. Ciekawie ten nieznośny Zdżarski jednak prowadzi swoje dowodzenie: że to samiec się w nas odzywa, że to natura, że tak już mamy i gdzieś tam czujemy, że tak właśnie powinno być. Więc ta niechęć jest więcej niż święta. Ona jest – w jego rozumieniu – naturalna.

A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Że o odwrotnej sytuacji w całym dramacie (i pewnie w całej historii świata) nikt nie wspomina słowa. Kochanka głównego bohatera nie ma pretensji, że ten stracił już swoją „czystość”. Ten problem i termin po prostu nie istnieją.

Co z tą męską czystością? Czy nigdy nie istniała? Czy wszyscy jesteśmy dziwkami?! Przez stulecia traktowaliśmy (my, mężczyźni) przecież w ten sposób kobiety. Gdyby tylko wprowadzić tą równość do całego kanonu światowej literatury – przecież te utwory o skandalicznych damach nie miałyby sensu.

Myśląc o tym jeszcze chwilę: może nie mężczyźni nie mają żadnej czystości od narodzenia, którą moglibyśmy stracić? Nie wiem, czy to kwestia dodatkowego kawałka ciała, błony dziewiczej. Czy tylko dlatego, że w penisach mężczyźni nie mają niczego co byłoby przerywane podczas pierwszego stosunku/wytrysku, to znaczy, że… kobiety mogą mieć tylko jednego partnera w życiu? Może i mówię to 115 lat za późno, ale mam wrażenie, że to nieładnie tak rządzić się cudzymi ciałami.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com

Ps. tekst nie powstałby gdyby nie było serwisu Wolne Lektury, do którego odwiedzenia gorąco Was zachęcam. Całość cytowanego powyżej dramatu znajdziecie tam w kilku formatach do pobrania (m.in. czytnikowy EPUB).