Input your search keywords and press Enter.

Łona: Stanisław Jerzy Lec polskiego rapu

„Nawiasem Mówiąc” to prawdopodobnie najlepszy album w dyskografii Łony i Webbera.

 

Trudno w to uwierzyć, ale Łona wydaje swoje albumy spod znaku „inteligentnego rapu” już od… 15 lat. Poprzedni, „Cztery i pół” wyszedł w 2011 roku czyli 5 lat temu – w trochę innej Polsce i w trochę innym momencie życia większości słuchaczy duetu ze Szczecina. Łona jak nikt inny w polskiej rap-grze zdaje sobie jednak sprawę z upływu czasu i tego, co się z tym wiąże; potrafi się dostosować.

Starzeje się przecież z nami lub raczej, to my starzejemy się z nim. Dlatego płytę otwiera „HAŁAS!”, na którym szczecinianin przyznaje, że pytanie o zasadność wydawania kolejnego albumu przez panów po 30-stce jest… zasadne:

Czy to jeszcze światło, czy już smuga cienia jest
I czy to już słabszy sztos, bo bledszy głos
I rzadszy włos. I na tym karku już lat trzy coś

I taki się powoli tobie tu sączy kwas
Czy nie za dużo lat dziewięćdziesiątych w nas
I dręczy cię zadra, czy dwutysięcznych nie nadmiar
I co my komy chcemy czym udowadniać

I co my ugramy w tych nowych rozdaniach…
Widzisz, to są wszystko nawet słuszne pytania

Właściwie już po tych kilku linijkach powinniśmy wiedzieć, że hałas, który tutj robią „bezsprzecznie jeszcze umie przykurwić”. Jeśli mamy jeszcze jakieś wątpliwości, szybko rozwiewa jest drugi utwór „Gdzie tak pięknie”.

To kolejna w dorobku Łony diagnoza naszych największych narodowych problemów. Celna, zabawna i krótka, ale przy tym głęboka i dająca do myślenia:

Wprawdzie horyzonty tu nie najszersze, marne gusta
(Ale) Gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać?
Gdzie takie dzikie tłumy drogą fantazji szłyby?
Cały mój kraj zamknięty w „gdyby”

Później następuje doskonale zgrana wyliczanka polskiego gdybania. Problem w tym, że każdy z nas może znaleźć, w którymś „gdyby” odrobinę siebie:


I słyszę w każdym miejscu, na każdej drodze:
„Ech, gdyby to się dało jakoś obejść”
„Gdyby on nie plótł takich bredni, że strach”
„Gdybym była młodsza, to pewnie, że tak”

„Może sprawy, jakie bym wzniecił w moim życiu wszawym
Gdyby Szczecin leżał bliżej Warszawy”
„Pewnie bym poszedł, gdyby nie te moje dolegliwości”
„Gdyby tu było przedszkole w przyszłości”

„Gdybym nie wyprzedzał tak na łapu-capu”
To akurat „gdyby” z zaświatów
„Gdybym przeczytała przepis zanim to odcedzę”
„Gdybym nie uciekł, gdybym wiedział, jak mu odpowiedzieć”

„Gdyby nie kurwa klęska po klęsce”
„Gdyby oni na górze mieli przeżyć za moją pensję”
„Gdyby nie te ruskie, gdyby nie te żydy”
Cały mój kraj zamknięty w „gdyby”

To właśnie siła Łony: śmiejemy się teoretycznie z „innych”, z „Polaczków”, ale autor tekstów często przypomina nam niespodziewanie, że sami też nie jesteśmy całkowicie wolni od przywar, o których opowiada.

Dalej poziom jest nadal wysoki. Komiczny językowy wygibas „Błąd”, opowiadający o frustracjach pisarzy zwrotek „Znowu nic”, mocno filozoficzny „Woodstrock ’89″, dojrzalszy „Nie mam pojęcia” (o tym, że wszyscy dookoła się żenią i rodzą dzieci), kolejny przytyk w nasze zbyt zajęte problemami pierwszego świata „Co tak wyje” czy nietypową apologię codziennych dziwactw „Zrozumiem, człowieku”.

Prawdziwie niesamowitym doświadczeniem – szczególnie przy pierwszym odsłuchu – dla mnie były jednak przede wszystkim krótsze utwory jak „What I owe”, „Sprawy wewnętrzne” czy „Doklej plakat”. Nie chcę zdradzać puenty żadnego z nich, bo – jak to zwykle bywa u Łony – są misternie ukryte za niewinnym wstępem. Powiem tylko, że to małe, kunsztowne, najczęściej humorystyczne formy literackie, które mi kojarzą się najbardziej ze Stanisławem Jerzym Lecem.

Jeśli nie kojarzycie, to ten pan znany głównie ze swoich „Myśli nieuczesanych”, kilkudziesięcio-stronnicowego zbioru, rzekłbyś dziś, one-linerów z zawsze mocnym przekazem. „Sięgając po formułę starożytnych sentencji, posługując się ostrym dowcipem, kalamburem, grą słów, konceptem językowym, konceptem poetyckim, skrótem myślowym, Lec budował wyjątkowo trafny komentarz do współczesnych zjawisk społecznych i politycznych” – mówi o nim nawet Wikipedia.

Moim zdaniem to doskonale pasuje do tego, co na nowym albumie robi Łona.

Podczas kolejnego z rzędu odsłuchu „Nawiasem mówiąc”, pierwszy raz od dłuższego czasu pomyślałem sobie, że może dobrze jest być Polakiem? Mogę przecież dzięki temu zrozumieć te utwory, docenić ich językową i kulturową zawiłość.

Nie mam wątpliwości, że każde dzieło, które sprawia, że czujemy się szczęściarzami należąc do tego samego kręgu kulturowego co jego autor zasługuje na uwagę. Tak jest właśnie z „Nawiasem mówiąc”.

Adrian Fulneczek
adrian.fulneczek@gmail.com