Input your search keywords and press Enter.

Nneka: Każdy z nas ma swoją misję do spełnienia

W ramach krótkiej, polskiej trasy koncertowej, we wrocławskim klubie Strefa WZ, wystąpiła Nneka, soulowa sensacja z Nigerii.

O Polsce, Afryce, misji od Boga, poświęceniach i pokusach tego świata, z niewysoką, energetyczną i zawsze dbająca o zainspirowanie widowni artystką, noszącą hasło „Afryka to przyszłość” na koszulce – rozmawiał z nią Adrian Fulneczek.

To twoja pierwsza wizyta w Polsce. Czy w twoim terminarzu wygospodarowano czas na pozwiedzanie miast, w których występowałaś [Kraków i Wrocław – przyp. red.]?

NNEKA: Niestety nie, ani chwili.

A czy przed przyjazdem tutaj wiedziałaś coś o naszym kraju?

Niewiele. Właściwie tylko to, że leży w Europie. Podstawę, nic poza tym. Z historycznego punktu widzenia też niczego jeszcze nie wiem. Ale obiecuję, w takim razie, że posprawdzam sobie te najważniejsze rzeczy.

Podróżując po Polsce na pewno zdążyłaś za to wyrobić sobie zdanie na temat tutejszych dróg?

O tak! Polskie drogi bardzo przypominają te, które mamy w Nigerii! Są dziurawe, ale dopóki samochód jest w stanie nimi przejechać, to nie jest to dla mnie żaden kłopot.

Co właściwie sprawiło, że przyjechałaś na to mini-tournee po Polsce?

Jeździmy w różne miejsca i czasem nie ma to wiele wspólnego z moimi wyborami. Tak jak tutaj, występy zarezerwował mój agent, on się tym zajmuje. Dobrze jednak pojawić się w nowym miejscu: ludzie poznają lepiej mnie i moją muzykę, to zawsze szansa na podzielenie się nią, wyrażenie siebie.

Na którym z kontynentów spędzasz większą część roku? Przez ostatnich kilka lat mieszkałaś w Niemczech, m.in. studiując i nagrywając płyty. Nigeria to jednak państwo, z którego pochodzisz, w którym spędziłaś pierwsze 18 lat swojego życia. Jak jest obecnie?

Teraz mieszkam głównie w Nigerii, ale w Niemczech również. Zawsze mieszkałam jakby w dwóch państwach jednocześnie.

Ale bardziej „w domu” czujesz się…

Oczywiście, że w Nigerii. Choćby z tego powodu, że tam dojrzewałam, znam ten kraj znacznie lepiej. Ale to w Niemczech dostałam szansę na tworzenie mojej muzyki, wyrażenie siebie. Dzięi temu świat mógł ją usłyszeć, Niemcy były platformą, z której mogłam przemówić.

W utworze „Halfcast” dajesz do zrozumienia, że wyjazd z Afryki do Europy Zachodniej wymaga też, do pewnego stopnia, porzucenia własnej tożsamości i tradycji, celem dostosowania się do wymogów nowej kultury? Tak było w twoim przypadku?

Ten utwór nie opowiada tylko mojej historii, ona jest tam wymieszana z historiami innych ludzi. Opowiada o tym, co dzieje się z wieloma osobami o nieco ciemniejszej skórze, które zamieszkały w zachodnioeuropejskim społeczeństwie. O ludziach, którzy muszą negować swoją afrykańską tożsamość, żeby zostać zaakceptowani. Im często brakuje odwagi, żeby o tym mówić, dlatego kładę nacisk na ten problem.

Więc to do pewnego stopnia poświęcenie? Konieczne dla każdego, kto opuszcza Afrykę?

Dokładnie, poświęcasz swoją tożsamość, żeby w tym kraju przyjęto do wiadomości, że jesteś człowiekiem. Sprzedajesz siebie, żeby zostać zaakceptowanym. Tak właśnie jest z wieloma czarnoskórymi osobami. Wystarczy spytać tych, którzy mieli takie doświadczenia np. w rozmowie o pracę. Wiedzą, jak trudno jest ją dostać ze względu na ich kolor skóry i kulturę, mimo że mają wszystkie potrzebne kwalifikacje. Są więc pewne warunki, które musisz spełnić, jeśli chcesz mieć tę pracę lub żyć w innym społeczeństwie jako jego członek, zatwierdzony przez pozostałą jego część. Tutaj liczą się te wszystkie rzeczy. Jeśli jednak wiesz, kim jesteś, masz w sobie wystarczająco dużo siły żeby uchronić swój umysł i tożsamość – wtedy nic nie jest w stanie tobą zachwiać.

Na twojej ostatniej płycie znalazł się też utwór „Streets Lack Love” („ulice nie mają miłości”). To choroba cywilizacji zachodu – czy całego świata?

Zdecydowanie całego świata! Dlatego zdecydowałam się na taki tytuł: nie chodzi mi oczywiście dosłownie o ulice, tylko generalnie o cały glob i wszystkich jego mieszkańców.

Myślisz, że możesz zmieniać ten stan rzeczy? Twierdzisz, że Bóg zesłał cię tutaj z pewną misją, zadaniem do wykonania? Czy w ten sposób traktujesz swoją muzykę?

Każdy z nas ma w swoim życiu pewne zadanie do wykonania, nie tylko ja. Zostajemy stworzeni jako zupełnie wyjątkowe i różne od siebie istoty, więc tylko i wyłącznie ty możesz wypełnić swoją szczególną misję. Wszyscy mamy pewien zbiór talentów, który nam to umożliwi. Jeśli zdajesz sobie z tego sprawę, nie wahaj się przed podzieleniem się nimi ze światem.  Jeśli wiesz, że jesteś w czymś dobry, czemu miałbyś się tym nie dzielić? W procesie dawania ucz się od innych, miej swój wkład w ich życie, ale też przyjmuj to, czym oni chcą się dzielić. Świat składa się z ludzi – z ich wyjątkowymi talentami. To pole, na którym wszyscy mamy się uzupełniać: jeśli gdzieś pojawia się dziura, to zawsze jest ktoś, kto może ją załatać.

Kiedy zdałaś sobie sprawę ze swojego talentu? Podobno nigdy nie marzyłaś o tym, by śpiewać. Mówisz nawet, że to nie ty wybrałaś muzykę, ale muzyka ciebie?

To zabawne, ale ja tak naprawdę nigdy nie podjęłam decyzji o śpiewaniu. Przyszła naturalnie, podświadoma miłość do muzyki sprawiła, że zaczęłam robić to, czym się obecnie zajmuję. Teraz trwam w procesie poznawania siebie, sprawdzam jak daleko jestem w stanie dojść, czego jeszcze muszę się nauczyć i co już opanowałam, by lepiej dzielić się ze światem moim talentem.

Ostrzegasz przed pokusami tego świata [utwór „Focus” – przyp. red.]: młodej, dobrze znanej piosenkarce musi być chyba szczególnie trudno sobie z nimi radzić?

Och, oczywiście, że tak. Na tym świecie zawsze będą pojawiać się przeszkody, którym możesz pozwolić na to, by stanęły na twojej drodze. Wszyscy musimy stawiać czoła naszym demonom: rzeczom materialnym, naszym słabościom. Jesteśmy ludźmi i pragniemy pewnych rzeczy. Jeśli jednak zagubimy siebie, chcąc więcej, niż w rzeczywistości potrzebujemy, tam zaczną się problemy.

Jak reagujesz na oceny, które wystawiają tobie i twojej muzyce ludzie? Sprawdzasz komentarze fanów w serwisach takich jak YouTube?

Nie, nie. Na komentarze nie patrzę nigdy. Oceną dla mnie jest to, co widzę na koncertach. Czasem zdarza mi się rzucić okiem na jakieś nagranie z mojego występu, ale ludzie wrzucają je tam przeważnie w kiepskiej jakości, więc robię to nieczęsto.

Na jednym z twoich pierwszych, większych koncertów, twój występ zapowiedział Sean Paul. Myślałaś może o współpracy z nim?

Nigdy. To nie jest tak, że totalnie szaleję za nim czy jego muzyką, zdecydowanie nie.

…a czy istnieje taki artysta, z którym marzysz o duecie?

Hm… Na chwilę obecną? Chyba nie, nikt nie przychodzi mi do głowy. Niech pomyślę: artysta, którego lubię… Może James Brown, ale na to już za późno, jego już nie ma. Obecnie współpracuję raczej z ludźmi, którzy nie są aż tak popularni. Tak jest z kilkoma nigeryjskimi artystami, których udało mi się odkryć. Myślę, że to właśnie ich świat powinien usłyszeć, to o wiele ważniejsze. Niech młodzi przemówią, pokażą swoje twarze.

Często porównuje się ciebie z Lauryn Hill. Znasz zapewne jej utwór „I’ve got to find a peace of mind”. Zastanawiałaś się kiedyś nad nagraniem jego własnej wersji?

Bardzo, bardzo lubię tę piosenkę! „You’re mine peace of mind, gotta find my peace of mind…”. To właściwie moja ulubiona piosenka na tamtym albumie. Nigdy co prawda nie myślałam o nagraniu covera, ale mogę się z nią identyfikować. Z jej tekstem, zdecydowanie tak.

W jednym z wywiadów poproszono cię o opisanie Nneki w trzech słowach. Powiedziałaś wtedy: „I don’t know”. Czy twoja odpowiedź nadal brzmi tak samo?

To trudne pytanie… Obawiam się, że teraz musiałabym odpowiedzieć w czterech słowach: nadal nie mam pojęcia. Naprawdę! Nadal jestem w drodze, nadal szukam. Czy inni ludzie już siebie znają? Wydaje mi się, że nie. To chyba nigdy nie jest do końca możliwe. Ze mną na pewno tak będzie.