Input your search keywords and press Enter.

Nudna kontynuacja „Króla” („Królestwo” Szczepan Twardoch)

Nowa książka Szczepana Twardocha, “Królestwo”, to moim zdaniem najmniej udana z jego około-wojenny powieści.

“Królestwo” jest kontynuacją wydanego w 2016 roku (wielkiego, doskonałego i wciągającego) “Króla”. Kontynuacją, której potrzeby przeczytania ja nie czułem. “Król”, pierwsza część przygód Jakuba Szapiro wydawała mi się wystarczająco zamkniętą historię, w której niewiele istotnego można było już powiedzieć. Kilka dni temu dowiedziałem się jednak, że w sklepach leży już nowa książka Twardocha i że będzie powiązana z “Królem”. Ucieszyłem się niezmiernie i szybko zabrałem się do czytania.

Może to też kwestia wysokich oczekiwań, ale krótko mówiąc: zawiodłem się.

W “Królestwie” śledzimy losy byłego władcy warszawskich ulic głównie podczas ostatnich miesięcy niemieckiego panowania w polskiej stolicy. Wydarzenia bieżąco, wcześniejsze i późniejsze, opowiadają nam wszechwiedzący (“wteraz, wteraz, wteraz”) narratorzy: Ryfka Kij i Dawid Szapiro.

Dramat umierającej Warszawy, to atrakcyjne tło, na którym zawsze uda namalować się kilka wciągających fragmentów. Twardoch jest zresztą na tym etapie zbyt dobry w swoim rzemiośle, żeby tego nie osiągnąć nawet w nieudanej całości. Moim zdaniem niestety w swojej nowej powieści stracił, to, co wyróżniało “Morfinę” i “Króla”: narkotyczną lekkość i tempo narracji, dzięki któremu czytelnik nie mógł oderwać się od lektury.

Problem “Królestwa” polega na tym, że pisarz nie może nas niczym zaskoczyć w fabule, a jego firmowe sztuczki nie wystarczą, żeby uciągnąć 350 stron powieści. Ile razy może ciekawić nas przeszłość i przyszłość jakiegoś pobocznego bohatera (według popularnego u niego, nadużywanego wzoru “nie wiedziałem wtedy, że od małego robił to i tamto, a potem umarł na to i tamto”)? Szczególnie w książce, która wprost mówi nam, że to wszystko i tak nie ma znaczenia?

Obawiam się też, że tak wymyślając kontynuację “Króla”, Twardoch wszedł na niebezpieczny, bo baaardzo gęsto zamieszkały gatunkowo obszar: literatury o próbie przetrwania wojny każdy Polak czytał w swoim życiu bardzo wiele. I tej fikcyjnej, i opartej na faktach.

Nie chodzi o to, że Twardoch robi to słabo. Fragment, w którym 10-letni chłopiec relacjonuje nam swoje odczucia, co do podawanych w gazetach komunikatów o “brudnych Żydach” i inne podobne poruszają, smucą, budzą kolejne w naszych życiach refleksje o tym strasznym czasie.

To jednak, po pierwsze zdecydowana mniejszość w tej książce, a po drugie… nie tego chcą fani “Króla”. Ja też wyznaję zasadę, że skoro autor napisał tak, to nie można mu mówić, że miał pisać inaczej albo o czymś innym, ale czytelnik może uznać, że ta nowa wersja wcale mu nie odpowiada.

A szkoda, bo Ryfka Kij była niesamowicie atrakcyjną narratorką. Jest zresztą tak podobna do Jakuba Szapiro, że to nie powinno mieć prawa się nie udać, a jednak się nie udało.

Tak, dbanie o kogoś, nie dającego nic w zamian, o tak złego człowieka jak Szapiro, to ciekawy podtrzymywacz fabuły, ale tutaj nie starcza na długo. Po kolejnych poświęceniach i upokorzeniach zaczynamy się raczej zastanawiać, czy postać Ryfki aby na pewno jest w drugim “Królu” spójnie stworzona.

Jeśli chodzi o Dawida Szapiro, to lepsze portrety relacji na linii syn-ojciec Twardoch tworzył choćby w swoim niedawnym zbiorze krótkich opowiadań “Ballada o pewnej panience”. To zresztą za sprawą młodego Szapiro czytelnik chociaż przez moment może odetchnąć “Królem”, gdy syn ex-boksera opowiada o swoich szmuglerskich sukcesach w getcie.

(Kto .wie, może przeczytamy jeszcze osobną część o jego życiu, bo akurat szczegółów jego przyszłości żaden z narratorów nam nie zdradza, poza kilkoma ciekawymi kąskami, które sugerują, że byłoby o czym w takiej książce pisać).

Niestety, jak wspomniałem wyżej, “Królestwo” ma takich fragmentów tylko kilka, a znacznie więcej w nim, budujących ilość słów wypełniaczy. Szczepan Twardoch zawiesił sobie wysoko poprzeczkę i zdaje się, że w takim tempie, w jakim otrzymujemy od niego książkowe nowości, nie jest w stanie tego poziomu utrzymać. Pierwszy raz naprawdę nudziłem się, kiedy czytałem coś tego autora.

Nadal pozostaję fanem, ale tej kontynuacji chyba po prostu nie potrzebowałem.

Adrian Fulneczek
– adrian.fulneczek@gmail.com