Input your search keywords and press Enter.

KOMENTARZ: Ten straszny samosąd nad homofobią w Warszawie

Pamiętajcie: agresja słowna jest zła! No chyba, że to agresja kierowana przez megafon z żółtego samochodziku pod adresem gejów i lesbijek. Wtedy jest spoko.

…a przynajmniej tak zdaje się twierdzić, potrzebująca po weekendzie przytulenia, polska nie-lewica.

Wszyscy wiedzą już pewnie, że w sobotę na środku ulicy w Warszawie kilku obywateli zablokowało możliwość dalszej jazdy furgonetce nienawiści i wezwało policję.

W poniedziałek dałem się wciągnąć w jakoś 333 dyskusje na Twitterze, w których próbowałem wytłumaczyć komuś, że:

HOMOFOBIA NIE JEST POGLĄDEM

Homofobia jest przestępstwem i powinno się za nie trafiać do więzienia. Jeśli je popełniasz, to możesz się spodziewać, że otoczenie zareaguje i spróbuje cię zatrzymać. Nawet na środku ulicy.

Niby proste, ale co chwilę trzeba było zaczynać od nowa.

Szczytem żenady był post człowieka na stanowisku w Ministerstwie Sprawiedliwości, który też pisał, że jak to tak, człowiek tylko swoje poglądy przez megafon manifestował. A tu jakieś buraki bezprawnie go zatrzymują.

Buraki to cytat, tak ich nazwał podsekretarz ministerstwa sprawiedliwości (zaciął mi się SHIFT, sorry).

Kierowca auta tej małej, szkodliwej organizacji, która za nim stoi, był w takich wpisach widziany wyłącznie jako ofiara.

Ofiarą całkowicie dla nich niezrozumiałej „napaści”. Ofiarą, nad którą dokonano „samosądu” na środku warszawskiej ulicy.

(Przypomnienie: krwawy samosąd polegał tutaj na wezwaniu Policji i zaczekanie na jej przyjazd).

Przecież nie robił nic złego. Jeździ sobie spokojnie, przykładny obywatel. A że poglądy jakieś ma? Jego sprawa!

(No, właśnie nie, bo homofobia to nie poglą… ech, not again).

Do obracania homofoba ogonem, prawicoidom przydał się film, który podczas obywatelskiego zatrzymania nagrał kierowca tego furgonu kłamstw.

TAK, słychać na nim, jak jeden z zatrzymujących stracił cierpliwość i grozi kierowcy, że „zaraz mu zaje*ie” jeśli ten nie wyłączy megafonu (ciągle leciał z niego ten chory komunikat).

I teraz, ostrożnie:

Po pierwsze, cieszę się, że groźba nie została zrealizowana i nikt nikogo nie dotknął. Na miejscu niedługo była Policja i nie zdecydowała się zatrzymać nikogo z – nomen omen – zatrzymujących, a konfrontacja fizyczna, na pewno by to zmieniła.

Po drugie, NIE cieszę się, że groźba padła, bo w idealnym świecie należało zachować większy spokój i nie powiedzieć tych słów, wiedząc choćby, że potem będzie nimi żył prawicowski internet. Teraz robi to zresztą już od 3 dni.

I okej. Słowa padły, mogą to przeżywać.

Natomiast udawanie, że agresywne słowa wzięły się z niczego, jest jeszcze słabsze niż grożenie komuś pobiciem.

To auto jeździło im pod oknami od kilku tygodni i wmawiało KTÓRA MNIEJSZOŚĆ ZGWAŁCI WAM DZIECI.

Załóżmy, że stoję pod Waszym domem. Mam megafon i krzyczę, że Twój mąż jest pedofilem i sąsiedzi uważajcie, chrońcie swoje dzieci. Robię to codziennie przez 2 tygodnie.

Naprawdę myślicie, że gdy po 15 dniach w końcu mnie spotkacie, to będziecie uprzejmi i kulturalni? Przez chwilę, może tak. Ale jeśli nawet przy konfrontacji będę puszczał Wam te brednie prosto w twarz, to przestaniecie.

Tak samo było przy zatrzymaniu w Warszawie.

Oczywiście tzw. prawica może próbować dowodzić jak dramatycznym złamaniem prawa było to zatrzymanie, przez które nikt nie zginął, nikt nie został ranny, a osoba podejrzana została oddana w ręce Policji, żeby ta o nim decydowała.

Chciałbym tylko, żeby kiedyś zrozumieli, że nie pisnęli ani słowem, kiedy te furgonetki namawiały przez całe miesiące do nienawiści wobec pewnej grupy. Kiedy naprawdę narażały gejów i lesbijki na utratę zdrowia i życia.

Że w Białymstoku – gdzie byłem już kilka dni przed Marszem Równości – ten samochód i jego obrzydliwość też przyczyniła się do agresywnego nastawienia mieszkańców do maszerujących. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy.

Że te bzdury z głośników nie atakują tylko 30-letnich gejów, którzy już wiedzą coś o świecie. Słyszą to też dzieciaki, nastolatki, które dopiero odkrywają swoją seksualność, próbują odnaleźć siebie w mało przystępnym społeczeństwie.

A tu jedzie nagle stary samochodzik i mówi im, że „tacy jak oni” gwałcą dzieci? Wiecie, jaki to musi zostawiać ślad w dopiero rozwijającej się psychice? W ilu samobójstwach zniszczonych przez homofobię nastolatków mogło to mieć swój udział?

O jednym z nich tekst „Miłość w czasach zarazy” (miesiąc przed COVIDem) napisał dziennikarz Onetu, Janusz Schwertner. Wczoraj większość ze swoich 335 dyskusji prowadziłem właśnie pod jego wpisem, gdzie Schwertner napisał:

I ja mam to samo marzenie.

Chciałbym też, żeby w przyszłości Policja reagowała na zgłoszenia o tym mobilnym rozdawaczu homofobii. To pozwoli uniknąć sytuacji, gdzie ich pracę będą próbowali wykonywać, zmęczeni bezsilnością i brakiem pomocy, obywatele.

PS. mega mi się podobało, że jak ktoś popierał zatrzymanie, to był dla prawicy od razu „popierającym pedofilię”.

Wiem, że oni nigdy nie byli dobrzy z logiki, ale nie sądzicie, że organizacja, która rzekomo chce chronić dzieci przed pedofilią i JEDNOCZEŚNIE ZAKAZAĆ EDUKACJI SEKSUALNEJ, pozwalającej dzieciom łatwiej uchronić się przed pedofilią, jest trochę… podejrzana?

Dla mnie jest.